

Oficjalna strona internetowa
W Cork dochodzi do kolejnego nieszczęśliwego wydarzenia – w wyniku intensywnego pożaru w szkole tańca ginie kilkanaście młodych osób. Ciała tancerzy spłonęły doszczętnie, jednak nie wszyscy zginęli od płomieni – dwie osoby zostały najpierw zastrzelone. Motyw i sprawca lub sprawcy pozostają nieznani, a Katie wraz z zespołem rozpoczyna śledztwo. Kluczem do sukcesu może być mała dziewczynka, która jako jedyna przeżyła pożar, jednak na skutek szoku straciła mowę. Jak to zwykle bywa, nie jest to jedyna sprawa, w jaką zaangażowana jest Garda. W tle majaczy jeszcze morderstwo popełnione na jednym z członków lokalnego gangu, gdzie w grę może wchodzić zemsta zdradzonego męża, a także kontynuacja wątku związanego z nielegalnymi walkami psów, rozpoczętego w poprzednim tomie pt. "Martwi za życia". Nie można zapomnieć też o wątku politycznym i to w miarę na czasie – w historii pobrzmiewają nie tylko echa działalności różnych odłamów IRA, ale też stosunkowo świeżego Brexitu.
Sporo dzieje się też w prywatnym życiu Katie – po śmierci Johna nasza bohaterka stara się ułożyć sobie związek z Conorem, chociaż nie jest to łatwe, szczególnie biorąc pod uwagę jego trwający aktualnie rozwód. A jest jeszcze przecież Kyna, młoda sierżant, która z Katie współpracuje od lat i jest w niej mocno zakochana, zresztą nie bez minimalnej wzajemności. Ten swoisty miłosny trójkąt to idealne pole do popisu dla takiego autora jak Graham, który przecież ma ogromne doświadczenie w konstruowaniu scen seksu. W "Tańczących martwych dziewczynkach" nie zabraknie zatem erotyki, jednak tym razem w wydaniu dalekim od subtelności. Podobnie jak wszystko w cyklu o Katie Maguire, również seks jest tu podany w wydaniu naturalistycznym, gwałtownym i mocnym.
Po lekturze ósmego tomu wciąż nie mogę odpędzić od siebie myśli o tym, że chyba pałam do naszej bohaterki coraz mniejszą sympatią. Odczucie to nasiliło się już przy poprzedniej części, kiedy to błędy i pochopne decyzje coraz częściej zaczęły imać się Katie. Masterton dalej podąża tym tropem i w "Tańczących martwych dziewczynkach" bywają momenty, kiedy działania protagonistki czytelnik ma ochotę zakwestionować. Wciąż nie jest to jednak postać jednowymiarowa, w związku z tym za chwilę pojawia się okazja, by autor znów przedstawił nadkomisarz Maguire w taki sposób, jak pamiętamy ją od pierwszego tomu – jako dobrą, szlachetną i altruistyczną osobę.
Chociaż przy okazji każdej kolejnej książki wchodzącej w skład cyklu podkreślam, że można ją przeczytać bez znajomości poprzednich części, jako że opowiadają one o osobnych zbrodniach i śledztwach, tym razem nie rzucę takiego stwierdzenia. Pisarz utkał już na tyle rozbudowany obraz Cork i przewijających się przez niego postaci, że po prostu szkoda byłoby pozbawić się możliwości skorzystania z efektów jego pracy. W treści ponownie znajdziemy wiele odniesień do poprzednich tomów i powracających postaci, a dramatyczne zakończenie nie będzie miało takiego wydźwięku, jeśli nie przeżyjemy razem z Katie i jej najbliższym otoczeniem wszystkich wydarzeń, o których wcześniej pisał Masterton.
"Tańczące martwe dziewczynki" to powieść, która trzyma poziom poprzednich odsłon, a nawet w kilku miejscach podwyższa poprzeczkę, stając się jedną z najlepszych części całego cyklu. Chociaż autor niekoniecznie stawia na suspens, poświęcając się raczej kreacji charakterystycznych postaci i spójności śledztw, wciąż przyciąga doskonale skonstruowaną warstwą obyczajową i życiem prywatnym Katie, które tak mocno miesza się w tyglu z jej zawodową karierą. Na dodatek rewelacyjny warsztat pisarza to wciąż jeden z największych wabików, który sprawia, że po jego książki wciąż chce się sięgać.
Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 464
Ocena recenzenta: 9/10
Zapowiada się zatem kawałek dobrej, pulpowej powieści. Czekacie?
Składniki:
750g polędwiczki wieprzowej
2 łyżki stołowe białego octu
1 łyżka stołowa ciemnego sosu sojowego
3 małe czerwone cebule
1 łyżka stołowa oleju
3 ząbki czosnku, zgniecione
4 cm świeżego imbiru w plasterkach
8-10 wysuszonych papryczek chilli, rozgniecionych
1 czubata łyżka stołowa nasion gorczycy, delikatnie rozgniecionych
1 czubata łyżka stołowa nasion kozieradki, delikatnie rozgniecionych
1 łyżka stołowa kurkumy
1 łodyga trawy cytrynowej, drobno posiekana
650 ml cups lekkiego buliony z kurczaka
Sól
Pieprz
Sposób przygotowania:
Pokrój wieprzowinę na 5-centrymetrowe kawałki i spryskaj mieszanką octu i sosu sojowego. Zostaw na 30 minut.
Obierz i posiekaj cebulę, podgrzej olej w dużym rondlu i smaż cebulę z rozgniecionym czosnkiem przez 2 minuty. Dodaj plasterki inbiru, papryczki chilli oraz nasiona gorczycy i kozieradki. Mieszaj na średnim ogniu przez 3 minuty, potem dodaj kurkumę i trawę cytrynową. Wrzuć pokrojone mięso i całość dobrze wymieszaj z przyprawami. Podkręć ogień, aby mięso dobrze się zbrązowiło.
Wlej bulion, zapraw solą i pieprzem i przykryj szczelnie rondel. Gotuj na średnim ogniu, póki mięso nie stanie się miękkie. Potrząsaj rondlem, by obrócić mięso, ale nie podnoś pokrywki przez przynajmniej 20 minut. Jeśli bulion wyparuje zbyt szybko, dolej więcej.