Recenzja książki DZIEDZICTWO MANITOU

W Belgii i we Francji czytelnicy od kilku lat szczycą się antologiami poświęconymi twórczości Grahama Mastertona, do tej pory jednak w Polsce – czyli w drugim domu Mastertona – taki projekt nie ujrzał światła dziennego, choć przecież powinien – chociażby dlatego, iż Polacy wychowali się na książkach Mastertona, a wielu pisarzy ukształtowało się dzięki jego utworom. Jakże więc ucieszyłem się, kiedy w zapowiedziach Wydawnictwa Replika dostrzegłem „Dziedzictwo Manitou”, a potem kupiłem książkę i zatopiłem się w lekturze.

W powstawaniu tego projektu palce maczali – i chwała im za to! – redaktorzy polskiej oficjalnej strony brytyjskiego mistrza horroru, czyli Robert Cichowlas i Piotr Pocztarek. Cichowlas dokonał selekcji tekstów, a także napisał do zbioru wstęp i opowiadanie „Ofiary” (razem z Łukaszem Radeckim), natomiast Pocztarek dorzucił tekst „Zaułek” oraz przetłumaczył premierowe opowiadanie Mastertona „Obserwator”. I to od tego tekstu warto zacząć, choć znajduje się on na samym końcu książki. Utwór, jak sam Masterton, podkreślił w jakimś wywiadzie, jest jednym z odważniejszych jakie napisał. Nie jednak pod względem krwawych opisów i erotyki, a kreacji głównej bohaterki, dziewczynki cierpiącej na pewne schorzenie… Złożony obraz dotyczący relacji rodzinnych między dziewczynką a jej matką oraz przebieg narracji, a wreszcie doskonały finał czynią opowiadanie jednym z oryginalniejszych, jakie popełnił Graham Masterton. I przeznaczone jest dla tych, którzy lubią zarówno trochę pomyśleć, jak i poczuć autentyczny strach w trakcie lektury. Wierni czytelnicy autora rzeczywiście odnajdą w tym tekście pewne podobieństwa do kultowego już „Eryka Paszteta”.

Wspomniane „Ofiary” Cichowlasa i Radeckiego to już inna bajka. Druga wojna światowa, eksperymenty medyczne, które celowo „wymykają się spod kontroli” oraz aztecki demon, a wszystko to podane w postaci poruszającej i intrygującej opowieści z pokładu pociągu. Nawiązanie do twórczości Mastertona jest tu niesłychanie wyraźne, a sam tekst napisany jest bardzo sprawnie i wciąga.

To samo można powiedzieć o „Zaułku” Pocztarka. Opowiadanie nie jest długie, ale wciąga od pierwszych akapitów, zaś zakończenie zwala z nóg. Także i tu nawiązanie do twórczości brytyjskiego mistrza grozy jest spore – zapewne wielu czytelników od razu skojarzy tę historię z mastertonowskimi powieściami kryminalnymi o zabarwieniu paranormalnym rodem ze świata Katie Maquire.

Nie mogło, rzecz jasna, zabraknąć również nawiązań do najsłynniejszej powieści Grahama Mastertona, czyli „Manitou”. W książce mamy dwa teksty, które przypomną nam zarówno o Harrym Erskinie, sympatycznym i nieco ekscentrycznym jasnowidzu, jak i o wściekłym indiańskim duchu Misquamacusie. „Drapiący Psy” Krzysztofa Maciejewskiego to opowiadanie nieźle skrojone i ładnie wykorzystujące wspomniany motyw. To samo powiedzieć można o „Miskamakusie” Krzysztofa Dąbrowskiego – choć tu tekst pisany zdecydowanie na „mniej poważnie”, co jednym czytelnikom do gustu przypadnie, innym z pewnością nie. Nie zmienia to faktu, że te teksty zaliczam do ważniejszych w niniejszej książce.

Mamy w „Dziedzictwie Manitou” opowiadania, które li tylko stylistyką skojarzą Wam się z prozą Brytyjczyka. Mam tu na myśli „Opus Magnum” Dawida Kaina oraz „Lidkę” Aleksandry Zielińskiej, a także „Czarny lęk pada” Jacka Piekiełki. Znalazł się również tekst nawiązujący do mojej ulubionej powieści Mastertona – „Tengu”. „Godzina wołu” Pawła Waśkiewicza to długa i klimatyczna opowieść osadzona w realiach japońskich.

„Dziedzictwo Manitou” to wspaniały projekt, doskonała porcja tekstów, które bawią, straszną i ekscytują. Nie ma tu tekstów pisanych na siłę, nie ma sztampowości i pozbawionych sensu historii pisanych dla samego tylko pisania. To solidny kawałek literatury grozy, dodatkowo ubarwiony świetnie powiązanymi ze sobą wstępami (Cichowlas & Masterton).

Autor recenzji: Dominik Jastrun
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 344
Format: 145 x 205
Ocena recenzenta: 8/10 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.