Recenzja książki ŻEBRZĄC O ŚMIERĆ

Tegoroczne wakacje są czasem prawdziwych żniw dla fanów twórczości Grahama Mastertona – światło dzienne ujrzą bowiem łącznie aż cztery książki, z czego dwie to wznowienia, a dwie to  zupełnie świeżutkie premiery. Pierwszą z nich jest wydana przez Wydawnictwo Albatros jubileuszowa, bo dziesiąta już część cyklu powieściowego o Katie Maguire, zatytułowana „Żebrząc o śmierć”. Jeśli znacie tę serię, to wiecie, czego się po niej spodziewać, ale autor wciąż potrafi zaskakiwać na kilku płaszczyznach. Seria cierpień i problemów, jakie pisarz zrzuca na swoją bohaterkę, wprawiłaby w osłupienie samego biblijnego Hioba.

U Mastertona Cork wydaje się być najniebezpieczniejszym miejscem na Ziemi, a statystyki zgonów tylko rosną. Tym razem Katie będzie zmagała się z problemem bezdomnych okupujących ulice miasta. Nie dość, że sami w sobie stanowią element krajobrazu, któremu wypadałoby w końcu jakoś skutecznie pomóc, to jeszcze stają się oni ofiarami ścierających się rumuńskich gangów, którzy wykorzystują żebraków i zabierają im sporą część zdobytych przez nich pieniędzy. Kto i dlaczego wysyła bezdomnych na tamten świat pomagając sobie wiertarką lub benzyną i płomieniem?

W „Żebrząc o śmierć” Masterton równolegle prowadzi kilka wątków kryminalnych – mamy tu także ciekawą sprawę tajemniczych zgonów w karetkach, a właściwie jednej, w której nawet pacjenci z szansą na przeżycie wydają swoje ostatnie tchnienie. Nie wszystkim elementom pisarz poświęca tyle samo miejsca, przez co niektóre wątki potraktowane są bardziej po macoszemu lub nagle się urywają, ale kiedy dodamy do siebie je wszystkie, stworzą wiarygodne tło codziennego życia zawodowego funkcjonariuszy Garda Siochana w Irlandii.

Pisarz z grubsza panuje nad wszystkimi wątkami i sprawia, że właściwe do końca nie tracimy zainteresowania żadnym z nich. Umówmy się jednak, że to nie wielkie zagadki kryminalne były domeną serii o Katie Maguire i „Żebrząc o śmierć” nie będzie pod tym kątem wyjątkiem. Na pierwszym planie od zawsze była tu główna bohaterka i jej życie osobiste, a właściwie pasmo nieszczęść, które dotyka ją nieustannie, właściwie od początku. Na poziomie dziesiątego tomu może się to wydawać nieco powtarzalne, ale wciąż wciąga i bawi czytelnika, o ile „bawieniem” można nazwać śledzenie losów najbardziej pechowej i pokrzywdzonej komisarz świata. Mam wrażenie, że w życiu funkcjonariuszki nie ma miejsca na ani jeden promyk szczęścia.

Powieść jest dojrzała i muszę przyznać, że cieszę się, iż Masterton powstrzymał się od epatowania bardzo krwawymi opisami przemocy. Nie zrozumcie mnie źle – powieść jest naprawdę brutalna, miejscami okrutna, ale autor nie celebruje opisów przemocy i podaje dokładnie tyle opisów, ile potrzeba, żeby zmrozić krew w żyłach, ale nie przeszarżować. I bardzo dobrze – gore zostawmy na horrory. Powieść jest świetna warsztatowo, a Masterton wciąż pisze doskonale, nie przesadza z niepotrzebnymi opisami, ale też nie rozmydla akcji samymi dialogami. Proporcje w powieści są więc idealne. Podobnie odbieram kwestię erotyki, która w tej akurat powieści praktycznie nie występuje, a jak już się pojawia, to ma ogromne uzasadnienie fabularne.

Jeśli nie znacie poprzednich perypetii Katie Maguire, ponownie gorąco zachęcam do zapoznania się z nimi przed sięgnięciem po „Żebrząc o śmierć”. Świat skonstruowany w tym cyklu rozrósł się już do takich rozmiarów, że siłą rzeczy wiele wątków ciągnie się przez kilka tomów i lektura wyłącznie najnowszej odsłony może sprawić, że część wątków wyda Wam się wyrwana z kontekstu. Zdecydowanie polecam przeczytać całość chronologicznie – wtedy każda z powieści zyskuje jeszcze więcej. A zakończenie niniejszego tomu z pewnością odciśnie jeszcze na Katie piętno w kolejnej, jedenastej już odsłonie pt. „The last drop of blood”, która w języku angielskim ukazała się lutym bieżącego roku.

Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 480
Ocena recenzenta: 9/10

Dodaj komentarz