Recenzja książki WOJOWNICY NOCY

„Wojownicy nocy” to jedna z najbardziej oryginalnych powieści w dorobku Grahama Mastertona. To właśnie w niej autor po raz pierwszy zastosował elementy fantasy i science-fiction, mieszając je z rasowym horrorem i doprawiając głębokimi refleksjami na temat kilku ważnych zagadnień takich jak wiara, rodzina, czy walka dobra ze złem.
 
Tym razem w powieści nie ma zarysowanego jednego głównego bohatera. Poznajemy trzy osoby – Henry’ego Watkinsa, posiadającego problemy z alkoholem byłego wykładowcę filozofii w średnim wieku, Gila Millera, nastoletniego syna właścicieli supermarketu i Susan Szczaniecką, dziewczynę, która po tragicznej stracie rodziców wychowywana jest przez swoich dziadków. Wszyscy troje spotykają się na plaży, gdzie znaleziono potwornie okaleczoną młodą kobietę. Z pozoru obce sobie trio okazuje się być skonektowane w bardzo specyficzny sposób – wszyscy są potomkami Wojowników Nocy – armii potężnych żołnierzy, walczących w snach ze złem. A owe zło właśnie się odradza – sam diabeł powraca, żeby zawładnąć snami mieszkańców Ameryki, rozsiewać potomstwo i w ostatecznym rozrachunku zawładnąć światem.
 
Bohaterowie we śnie zamieniają się w Wojowników Nocy – Henry w Kasyxa, strażnika świętej mocy Ashapoli – książkowego odpowiednika Boga, Gil w Tebulota, opiekuna potężnej maszyny, która potrafi atakować przeciwników wszelkiego rodzaju ładunkami mocy, a Susan w Samenę Łukopalcą, szybką, zwinną wojowniczkę potrafiącą strzelać ładunkami niczym z łuku. Z czasem do wojowników dołącza Lloyd Curran, młody czarnoskóry chłopak, który obdarzony został mocą Xaxxy – wojownika zdolnego do superszybkiego lotu na wiązkach energii. Pod wodzą Springera – bezpłciowego odpowiednika Anioła, bohaterowie muszą zmierzyć się z diabłem Yaomauitlem.
 
Próżno szukać w dorobku pisarza podobnych powieści. Nie licząc kontynuacji, których wyszło aż trzy i może „Transu śmierci” w którym autor również włada sprawnymi opisami poetyki snu. Pomimo prywatnej niechęci jaką żywię do elementów świata fantasy czy S-F, muszę przyznać, że „Wojownicy Nocy” to jedna z najdojrzalszych książek w dorobku Grahama Mastertona. Odwieczny motyw walki dobra ze złem nie jest tu osamotniony. Graham rzuca w kierunku czytelnika kilka wątków nad którymi warto pochylić się na dłużej – alkoholizm, odpowiedzialność, problemy rodzinne, przyjaźń, wiara i wątpliwość. Zwłaszcza o tych ostatnich możemy przeczytać kilka bardzo ciekawych, twórczych i niezwykle mądrych wniosków, ale wykopywanie ich zostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy.
 
Pierwsza część z serii opowieści o Wojownikach Nocy jest praktycznie pozbawiona większych wad. Na siłę można przyczepić się do kilku opisów, ale jest to bardzo subiektywna kwestia gustu. Masterton wykreował własny świat, rządzący się własnymi zasadami, posiadający własnego Boga i własne zastępy służące mu. To piękna historia o zwykłych ludziach, którzy w niezwykły sposób odmienili swoje życie, nadając mu sens i znaczenie, a wszystko to w imię dobra. Powieść na szczęście nie jest pozbawiona wątków grozy, śmiało możemy więc  w jej kontekście operować nazwą „horror”.
 
Pozostaje mi polecić książkę wszystkim tym, którzy jej jeszcze nie przeczytali. Unikalna, ekscytująca podróż po krainie ludzkich snów różni się na przykład od podróży po obrazach, jaką autor opisał w „Wizerunku zła” czy podróży do świata za lustrem w „Zwierciadle piekieł”. Opisy snów zaserwowane przez Mastertona w tej powieści są tajemnicze, piękne, zmysłowe i niebezpieczne. Podróż w nie wraz z autorem będzie na pewno niezapomnianym przeżyciem.

 

 

Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1991
Liczba stron: Tom 1 – 254. Tom 2 – 207
Format: 11 x 19
Ocena recenzenta: 10/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.