Recenzja książki DZIECI ZAPOMNIANE PRZEZ BOGA

Graham Masterton jest niekwestionowanym królem horroru (tak, tak, King też), ale jego macierzysty gatunek ostatnimi laty coraz częściej szedł w odstawkę. Brytyjski pisarz częściej sięgał po kryminał/thriller, a jego bestsellerowa seria z Katie Maguire rozrosła się do nieprawdopodobnych rozmiarów – na ten moment jest to jedenaście tomów, z czego dziesięć wydanych w Polsce. O Katie na pewno jeszcze usłyszymy, ale fanów grozy powinien ucieszyć fakt, że Mastertonowi zdarza się ostatnio wracać do horroru. Jednym z najnowszych osiągnięć w tym gatunku jest powieść „Dzieci zapomniane przez Boga”.

„Dzieci zapomniane przez Boga” to kontynuacja wydanego w 2018 roku horroru „Wirus”, ale kontynuacja luźna, obie książki łączą bowiem tylko ci sami bohaterowie, kilka wspominkowych zdań i miejsce akcji – Londyn. W „Wirusie” chodziło o… mordercze ubrania, a w niniejszej książce, jakkolwiek to nie brzmi, do głosu dojdą… abortowane płody. Potwornie zdeformowane, uszkodzone, chore, teoretycznie nie mają prawa żyć, ale z jakiegoś powodu nie chcą umrzeć. Wręcz przeciwnie – desperacko i nieraz krwawo walczą o życie. Tylko co z tym dziwnym zjawiskiem mają wspólnego zapchane obrzydliwą masą tłuszczu i śmieci kanały pod miastem, dziwne zielone płomienie i tajemnicza postać z dymu?

„Dzieci zapomniane przez Boga” to taki miks motywów, które przewijały się już przez twórczość Mastertona, a które były zawsze wysoko cenione przez fanów. Dla przykładu – sceny „szpitalne”, gdzie lekarze głowią się nad zdeformowanymi płodami przywiodły mi na myśl sceny z kultowego i legendarnego już powieściowego debiutu Brytyjczyka – „Manitou”. Duszne kanały żywo przypominają te z „Dziecka ciemności”, a legenda o potężnej czarownicy przypomina „Piątą czarownicę” czy „Szkarłatną wdowę”. Nie chodzi o to, że powieść jest wtórna, tylko o to, że czytelnicy podczas lektury poczują się jak w domu.

Nie sposób nie polubić głównych bohaterów powieści. Jerry Pardoe i Dżamila Patel to duet wykreowany na modłę Foxa Muldera i Dany Scully. Masterton nie poświęca czasu na rozwinięcie ich historii, nie wikła ich też w romans (chociaż coś mi mówi, że jeszcze przyjdzie na to czas), a skupia się raczej na ich cechach charakteru. Jerry cały czas śmieszkuje, jest sarkastyczny, a Dżamila w każdych okolicznościach stara się trzymać powagę i fason. Nie są to może bohaterowie zdolni pociągnąć samodzielnie fabułę do przodu, ale nie sposób nie pałać do nich sympatią.

„Dzieci zapomniane przez Boga” serwuje nam kilka krwawych scen, ale autor nie skupia się na opisach okrutnych okaleczeń. Raczej mówi o nich zdawkowo, rzeczowo, a po potwornych wydarzeniach zostają nam po prostu ślady krwi. Pisarz nie idzie też na łatwiznę i nie tworzy rozdziałów, w których makabrycznie giną przypadkowo wprowadzani na scenę ludzie. Postacie drugoplanowe są oczywiście masakrowane, ale nie mamy odczucia, że jest to oderwane od fabuły – za to duży plus.

Mając na tapecie tak trudny, skomplikowany i poważny temat, który budzi po dziś dzień kontrowersje w Polsce i na świecie, Masterton powstrzymał się od zabierania głosu, moralizatorstwa czy indoktrynacji. Kwestia ochrony życia nienarodzonych jeszcze dzieci dla każdego ma inny wymiar, dla jednych bardziej światopoglądowy, dla innych etyczny i moralny, a dla jeszcze innych religijny i lektura „Dzieci zapomnianych przez Boga” nie sprawi, że ktoś nagle zmieni dotychczas wyrobione zdanie. To rozrywkowy horror, a nie filozoficzna rozprawka.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, byłoby to gwałtowne, krótkie i urwane zakończenie – to mankament towarzyszący wielu powieściom tego autora, ale i książkowym horrorom wielu innych pisarzy. Szkoda, bo fabuła tej stosunkowo długiej książki rozwija się konsekwentnie i spokojnie całość mogłaby być jeszcze o jakieś sto stron dłuższa. A gdyby Masterton poświęcił więcej miejsca opisom i rozwinął rys psychologiczny bohaterów, moglibyśmy otrzymać powieść, której rozmiarów nie powstydziłby się George R.R. Martin. Ale wszyscy wiemy, że Brytyjczyk taki nie jest – dawkuje zarówno opisy jak i dialogi w idealnych proporcjach, a akcja szybko posuwa się do przodu.

„Dzieci zapomniane przez Boga” to udana, szybka i interesująca, bardzo dobrze napisana lektura, która mieści się w kanonie opowieści grozy, z których Masterton słynie od 45 (!) lat. Mamy zagadkę, ludowe podania i legendy, opowieści starców, księdza, tajemnicze wydarzenia, sporo krwawych scen. Może zabrakło trochę więcej nastrojowości i atmosfery grozy, które cechowały większość horrorów z lat 80-tych i 90-tych, a może to kwestia zmiany percepcji. Kiedyś nie można było przecież spróbować nagrać ducha smartfonem, a portretu pamięciowego wrzucić na Facebooka i Twittera i atmosfera zaszczucia oraz osamotnienia wydawała się po prostu większa. Ale nie ma co narzekać – bo hej! – to przecież nowy horror Grahama Mastertona!

P.S. Jedno ostrzeżenie – książka pełna jest literówek – tym razem redakcja i korekta nie zadziałała tak jak powinna. Mam nadzieję, że zostanie to poprawione przy dodruku lub drugim wydaniu.

Okładka książki DZIECI ZAPOMNIANE PRZEZ BOGA

Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 376
Ocena recenzenta: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.