Recenzja książki HEADLINES

„Headlines” to powieść absolutnie fantastyczna. Na tym właściwie mógłbym skończyć, ale mimo wszystko postaram się jakoś to zdanie uargumentować.

Graham Masterton ma na swoim koncie wiele udanych powieści obyczajowych i historycznych. Od 1978 roku, kiedy to powstała pierwsza powieść „Heartbreaker”, Masterton regularnie, co rok, lub dwa lata wydawał nową książkę o tej tematyce. Literatura tego typu zawsze znajduje większe grono odbiorców, niż horror, w którym Brytyjczyk się specjalizuje, tak więc nic nie stało na przeszkodzie, by autor mógł spróbować swoich sił przy tworzeniu sagi rodu Croft Tate.

„Headlines” to ósma powieść Grahama Mastertona w gatunku powieści obyczajowej. Wyjątkowa o tyle, że Brytyjczyk czuł się jak ryba w wodzie podczas procesu tworzenia. Dlaczego? Otóż głównymi bohaterami książki jest wpływowa, bogata rodzina, która swój majątek zbiła na wydawaniu jednej z największych gazet w Chicago. Świat magnatów prasowych jest przecież dla Grahama nieobcy, sam bowiem robił karierę w gazecie – od stażysty, do redaktora naczelnego. 

Akcja powieści umiejscowiona jest w 1949 roku w Chicago. Niewiarygodnie zamożny i potężny magnat prasowy – Howart Croft Tate, wraz z żoną i dwiema niepokornymi córkami wiedzie szczęśliwe, bogate życie, z dala od codziennych problemów biedoty żyjącej w slumsach. Zdaje się, że jedynym jego obowiązkiem jest informowanie setek tysięcy, a może nawet milionów czytelników o bieżących wydarzeniach. Nie liczy się nic innego – prasa to władza, zwłaszcza, że ma wpływ na kreowanie opinii społeczeństwa o politykach, gangsterach, czy kampaniach prowadzonych w mieście. Szczęście i stabilność społeczna Howarda są jednak bardzo pozorne, ponieważ posiada on mroczny sekret z przeszłości, który nie pozwala mu być do końca niezależnym. Przeczuwając najgorsze, Croft Tate podarowuje swojej starszej córce Morganie całe swoje imperium na jej 21 urodziny. Dziewczyna, chociaż młoda i niedoświadczona, ma wszelkie predyspozycje by zostać dobrym wydawcą. Zanim jednak to nastąpi, Morgana zostanie wplątana w niebezpieczną grę o wpływy, bogactwo, miłość, a nawet o… przeżycie.

„Headlines” ma wielu bohaterów, chociaż niektóre wyraźnie wybijają się na pierwszy plan. Oprócz Morgany, poznajemy jej niezbyt dobrze prowadzącą się siostrę Phoebe, oraz jej adoratorów. Cały czas towarzyszą nam także tak barwne postacie jak as reporterów polskiego pochodzenia Harry Sharpe, czy perwersyjny mafioso Enzo Vespucci.  Losy bohaterów z „elity” przeplatają się z tymi ze slumsów, czyli Chicagowskiego piekła pełnego śmieci, smrodu i umierających ludzi, nakreślając doskonały dramat społeczny. W tle cały czas przebiega historia miłosna. Akcja toczy się na tyle szybko, by móc dodać, że powieść ma w sobie coś z wybuchowej sensacji – znajdziemy tutaj zarówno strzelaniny, jak i epickie sceny gaszenia płonącego budynku. Prawdziwą wisienką na torcie dla fanów Mastertona będzie wątek rodem z horroru – psychopatyczny morderca, odbierający swoim ofiarom życie w taki sposób, który z powodzeniem dorównuje, a może nawet przebija najdrastyczniejsze książki Grahama.

Misz-masz gatunkowy, tło fabularne doskonale znane Mastertonowi „z życia”, wiodący bohater kobiecy (identyczny motyw silnej kobiety napędzającej powieść wystąpił wcześniej w „Lady of Fortune”), a wreszcie krwawe i nastrojowe sceny z psychopatą w roli głównej – to wszystko stanowiło doskonałą receptę na sukces. Akcja nie zwalnia nawet na moment, sceny seksu również tu znajdziemy, dialogi są stworzone doskonale, bohaterowie są wiarygodni i dobrze nakreśleni, na dokładkę dodana została także spora dawka dobrego humoru. To bezapelacyjnie jedna z najlepiej skonstruowanych powieści, dopracowanych praktycznie pod każdym kątem. Ciężko przyczepić się do czegokolwiek, poza tym, że książka się kiedyś kończy, a my zostaniemy jedynie z tęsknotą za bohaterami i możliwością poznania ich dalszych losów. 

Zdrada, miłość, władza, odpowiedzialność, bohaterstwo, odwaga, świat przywilejów  – wszystko to znajdziecie w „Headlines”. Nie bez powodu „Los Angeles Times” nazwała tę książkę chicagowską wersją „Romea i Julii”.  Polecam tę powieść absolutnie wszystkim. Gdybym tak bardzo nie kochał horrorów, poprosiłbym Grahama, żeby już zawsze pisał tylko obyczajowe sagi.
 

Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 1993
Liczba stron: 430
Format: 12,5 x 19
Ocena recenzenta: 10/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.