Recenzja książki PIĄTA CZAROWNICA

Magia – to temat przewodni wielu książek Grahama Mastertona. Często w jego horrorach mamy do czynienia z voodoo, santerią, magią indiańską, druidyczną, słowiańską, czy aztecką. Rzadko kiedy jednak głównym bohaterem negatywnym u Brytyjczyka były czarownice z krwi i kości, może poza pamiętną Isabel Gowdie z „Nocnej plagi”. Masterton wielokrotnie podkreślał, że czary i magia to dla niego nieskończenie interesujący temat, czego efektem było napisanie w 2008 roku powieści „Piąta czarownica”.
 

Graham zafascynowany był historiami, które na przestrzeni wieków opisywały wpływowe osoby korzystające z usług czarownic, magów, wróżbitów, czy alchemików. Królowe, królowie, przywódcy narodów, księża – wielu z nich konsultowało się z tymi, którzy rościli sobie prawo do kontaktu z siłami nadprzyrodzonymi. Masterton w pewnym momencie pomyślał, że w czasach współczesnych taka sytuacja również mogła by mieć miejsce, a złe moce do własnych celów mogli by wykorzystywać współcześni gangsterzy. Ciężko jednak autorowi było zdecydować się na jeden rodzaj czarów, dlatego też w powieści występuje aż pięć wiedźm, które uprawiają różne rodzaje magii, na przykład voodoo, latynoską sztukę przywoływania duchów, czy też rosyjskie klątwy.

W ten sposób przez Los Angeles przetacza się fala dziwnych wydarzeń. Pierwsze rozdziały to prawdziwa horrorowa uczta dla fanów Mastertona w najwyższej formie. Ludzie wsadzają sobie ołówki w uszy, stają w płomieniach, niektórzy tracą wzrok, albo zostają rozdarci na strzępy przez tajemnicze siły. Czyli stary dobry Masterton powraca, pomimo odtwórczości pewnych motywów – w końcu płonące ciała widzieliśmy w „Podpalaczach ludzi”, ołówek w „Zwierciadle piekieł”, głównego bohatera, któremu ukazuje się zmarła żona w „Wyklętym”, a masowe masakry w… no, w zasadzie w każdej książce Grahama! Tak, to wszystko już gdzieś było, tym niemniej naśladowanie motywów z najlepszych powieści za którymi wszyscy tak bardzo tęsknimy to coś, co możemy autorowi łatwo wybaczyć.
 

Połowa powieści to właśnie pokaz możliwości trzech wpływowych mafiosów i  czarownic na ich usługach. Miasto zostaje opanowane przez  Orestesa "Białego ducha" Vasqueza z kolumbijską wiedżmą Lidą Siado, Jeana – Christophe’a "Zombie" Artissona z haitanką Michelange DuPriz, a także Wasilija Kryłowa z rosyjską czarownicą Miszką. Ich celem są najczęściej stróże prawa, a ich żądaniem – bycie ponad prawem przy prowadzeniu nielegalnych interesów. Terror zaczyna się rozprzestrzeniać, zwłaszcza kiedy wysoko postawieni oficjele zaczynają wymiotować żabami.
 

Do walki z wiedźmami może stanąć tylko jeden człowiek – Dan Fisher, syn iluzjonisty i policjant. Wraz z piękną, młodą sąsiadką Annie Conjure będą musieli użyć jeszcze potężniejszych czarów, by uchronić miasto przed unicestwieniem. Sprawa będzie utrudniona, kiedy okaże się, że trzy czarownice czerpią moc od czwartej – najstarszej i najsilniejszej. No dobrze, ale kim w takim razie jest tytułowa piąta czarownica?

Powieść jest bardzo krótka i czyta się ją bardzo szybko, zwłaszcza że pierwsza połowa książki to prawdziwy popis krwawych umiejętności Mastertona. Czytając opisy przerażających wydarzeń czujemy się jak w domu i możemy pomyśleć, że Graham nadal potrafi być tak klimatyczny jak w latach 80-tych. Gorzej jest niestety pod koniec, kiedy dochodzi do potyczki z wiedźmami. Akcja gna wtedy do przodu bez ładu i składu, a wymyślony przez głównych bohaterów sposób odwrócenia uwagi czarownic zakrawa na kpinę. Niesmak pozostaje, ale sytuację ratuje zaskakujące i przewrotne zakończenie, które jednak jest trudne do zrozumienia, dlatego też radzę czytać książkę bardzo uważnie i analizować przebieg wydarzeń. Inaczej damy się nabrać, tak jak główny bohater.
 

Pomimo tych dość dużych wad związanych z polowaniem na czarownice i odtwórczości horrorowych motywów znanych z wcześniejszych książek, powieść „Piąta czarownica” to dobra i zaskakująca lektura. Jeśli ktoś nie zna wczesnego okresu twórczości Brytyjczyka na pewno będzie mile zaskoczony jego talentem do opisywania budzących grozę, krwawych wydarzeń. Natomiast gatunkowi wyjadacze z nostalgią powrócą do motywów charakteryzujących najlepsze lata Grahama Mastertona.


Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 319
Format: 12,5 x 19,5
Ocena recenzenta: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.