Recenzja książki INFEKCJA po raz drugi

Kto by przypuszczał, że w 2014 roku do rąk polskich czytelników
trafi kolejna powieść z serii Manitou? Zresztą nawet sam Graham
zadeklarował kiedyś definitywne zakończenie tego cyklu wraz z wydanym w
2010 roku "Armagedonem". Jak widać upływ czasu zweryfikował jednak
poglądy autora i ku mojej uciesze pojawiła się "Infekcja".

W
kolejnym starciu z magią rdzennych mieszkańców Ameryki naszemu
milusińskiemu jasnowidzowi towarzyszyć będzie epidemiolog Anna Grey.
Wystarczy zestawić tytuł powieści ze specjalizacją pięknej pani profesor
i przepis gotowy. To właśnie za pomocą zabójczego wirusa ma się dokonać
odwieczna zemsta Algonkinów na białym człowieku. Ludzie giną w
makabrycznych okolicznościach, zjawiska nadprzyrodzone stają się
codziennością, a w sam środek tego szaleństwa wrzuceni zostają nasi
bohaterowie. Na Harrym nie robi to zbytniego wrażenia, ale dla Anny
będzie to prawdziwa próba charakteru.

Cykl "Manitou" zajmuje w mym
sercu szczególne miejsce, ponieważ od niego wszystko się zaczęło. Każda
kolejna książka (niekoniecznie napisana przez Grahama), poruszająca
tematykę Indian jest teraz dla mnie czymś wyjątkowym. Jednakże
"Infekcja" jest już szóstą odsłoną tej serii i jednocześnie drugim
tomem, do którego mam małe ale.

Magia czerwonoskórych wydaje się być
w rękach Grahama tematem rzeką i niewyczerpanym źródłem pomysłów na
kolejne książki. Dlaczego więc już po raz drugi autor posiłkuje się
ciemną stroną mocy z zupełnie innej bajki? Jakoś to wszystko dziwnie
było ze sobą powiązane. Traci przez to wątek braci, jak i samej historii
związanej z ich plemieniem. Poza tym to pierwszy raz, kiedy zabrakło
Misquamacusa i Śpiewającej Skały. Przecież tak nie można.

Kolejna
sprawa, to zbyt częste przemycanie do składowych cyklu wątków
katastroficznych. Jak widać Graham wyszedł z założenia, że każdy kolejny
tom musi być napisany z większym rozmachem. Tylko po co, skoro "Ducha
zagłady" i tak nic nie jest w stanie przebić. Wystarczy mniejsze grono
ludzi i niewielki skrawek ziemi aby było wspaniale, jak choćby w
genialnej "Zemście Manitou".
Według mnie, z niektórych składowych tej
serii mogłyby powstać dużo ciekawsze, odrębne projekty, a potyczki
Harry’ego z Misquamacusem wiele by na tym nie straciły.

Pomimo
tych drobnych niedociągnięć książka mi się podobała. Jak to u Mastertona
bywa, jest energetycznie i krwiście, od pierwszych stron jesteśmy
świadkami makabrycznych zdarzeń, a niektóre pomysły autora są naprawdę
odjechane. Zakończenie jest również całkiem niezłe i nie sprawia
wrażenia pisanego na kolanie. Nie pogniewałbym się jednak, gdyby
"Infekcja" była dłuższa, a ścieżki głównych bohaterów zbiegły się o
wiele wcześniej.

Czy powstaną kolejne książki z tej serii? Zapewne
tak, chociaż zasadność takiego ruchu niekoniecznie do mnie przemawia. W
każdym razie "Infekcję" polecam.

Autor recenzji: Rafał Prokopowicz
Wydawnictwo: Rebis

Rok wydania: 2014

Liczba stron: 344

Format: 13,5 x 21,5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.