
Okładki DUCHA ZAGŁADY i KRWI MANITOU już dostępne

Oficjalna strona internetowa
Jak pamiętamy, ostatnia z nich ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis, przez co różniła się na półce chociażby formatem. Dzięki nowemu kontraktowi, już niebawem będziemy mogli cieszyć się kompletem przygód Harry’ego Eskine’a i jego odwiecznego wroga Misquamacusa – i to w odświeżonej oprawie!
W ramach organizowanego przez Empik festiwalu Apostrof Graham odwiedzi Gdańsk (16 maja) oraz Szczecin (17 maja).
Chwilę potem Graham będzie gościem odbywającego się w dniach 18-20 maja Festiwalu Pyrkon w Poznaniu, gdzie odbędzie się premiera jego najnowszego horroru zatytułowanego WIRUS.
20 maja autor weźmie udział w Warszawskich Targach Książki, gdzie będzie podpisywał swoje powieści na stanowisku Wydawnictwa Albatros od godziny 13.00 oraz na stanowisku Wydawnictwa Rebis od godziny 14.30.
Więcej szczegółów podamy jak tylko będą znane, a na spotkania z Grahamem Mastertonem oczywiście serdecznie zapraszamy!
Wszyscy spragnieni mocnych wrażeń powinni już wyczekiwać premiery. PYRKON odbędzie się w dniach 18-20 maja, dlatego zakładamy, że książka wydana nakładem Wydawnictwa REBIS pojawi się w podobnym terminie. Więcej szczegółów podamy, jak tylko będą znane, natomiast możecie już zaznaczać orientacyjną datę w kalendarzu.
Poniżej prezentujemy też projekt okładki powieści, który może jeszcze ulec zmianie:
Wszyscy, którzy chcieliby skompletować na półce wydanie w jednolitej szacie graficznej, powinni zacierać ręce. Powieści będą miały znane już przekłady Anny Kruczkowskiej oraz Hanny Reiff w przypadku DUCHA ZAGŁADY oraz Piotra Romana w przypadku KRWI MANITOU. Szczególnie ta druga pozycja wydaje się być wyczekiwana przez fanów Harry’ego Erskine’a i Misquamacusa, biorąc pod uwagę, że książka została wydana tylko raz – w 2006 roku.
W tym przypadku nowe wydanie ARMAGEDONU, czyli piątej części sagi, wydaje się być tylko kwestią czasu. Szkoda tylko, że prawa do szóstej części serii ma Wydawnictwo Rebis, ale być może kiedyś ten stan rzeczy zmieni się na tyle, byśmy mogli zobaczyć wszystkie odsłony w jednym wydaniu.
Katie Maguire nie ma łatwo, a w Cork, w którym pracuje, nadal popełniane są kolejne, bardziej śmiałe i makabryczne zbrodnie. Fala narkotyków wciąż zalewa miasto, a przestępcy znajdują coraz skuteczniejsze sposoby na ich przemyt. Na dodatek zaczynają znikać ludzie, którzy są niezwykle brutalnie okaleczani i wykorzystywani do działalności szmuglerskiej. Jakby tego było mało, w okolicy działa dobrze zorganizowany gang złodziei psów, które następnie biorą udział w bardzo dochodowych, ale i brutalnych nielegalnych walkach. Jako wielki miłośnik zwierząt za opis jednej z nich miałem ochotę znienawidzić Mastertona i już nigdy nie przeczytać żadnej jego książki. Tak właśnie pisarz potrafi działać na czytelników.
Katie jak zwykle ma więc na głowie kilka śledztw, ale to nie koniec problemów. Po pierwsze, w jej komisariacie wciąż pracują ludzie, którzy chcą zniszczyć jej reputację i pozbawić stanowiska. Po drugie, pod jej opiekę trafia John, niegdysiejszy kochanek, a obecnie pozbawiony nóg i kompletnie przybity wrak człowieka. Co więcej, Katie wbrew sobie zaczyna postrzegać partnera jako ciężar, a jej wewnętrzne uwięzienie pomiędzy wypaloną miłością a poczuciem lojalności i odpowiedzialności stanowi jeden z ciekawszych elementów powieści. Masterton świetnie uchwycił psychikę kobiety, która się miota i musi poddać się odczuciom, które niekoniecznie czynią z nią w stu procentach pozytywną bohaterkę. Sprawienie, by po siedmiu tomach powątpiewać w sympatię do powszechnie uwielbianej postaci? To najlepszy dowód pisarskiego kunsztu Grahama.
No właśnie, Maguire przechodzi w siódmym tomie kolejną sporą przemianę. Mam wrażenie, że z każdą kolejną częścią przestaje być krystalicznie czystą podporą całego swojego świata, a zaczyna popełniać błędy, kierować się namiętnościami, czy wreszcie bardziej egoistycznymi pobudkami. Nadaje to bohaterce realizmu, a w jej postaci możemy przejrzeć się jak w lustrze, chociaż nie ma gwarancji, że spodoba nam się to, co zobaczymy.
„Martwi za życia” kazały mi się zastanowić, ile jeszcze nieszczęść może spaść na jedną osobę, szczególnie że zakończenie powieści nie pozostawia wątpliwości, iż w kolejnym tomie Katie znów nie będzie miała łatwego życia, a wszystko, co w jej życiu wydawało się dobre, może okazać się iluzją.
Siódmy tom można oczywiście przeczytać bez znajomości poprzednich przygód Katie Maguire, ale zdecydowanie nie polecam tego robić, bo świat i postacie wykreowane w tej serii przez Mastertona jakby częściej łączą się ze sobą w coraz wyraźniejszy sposób, a w treści odnajdziemy nawiązania do poprzednich odsłon, nawet tych najwcześniejszych. Aby w pełni docenić obraz zmian, jakie zaszły w życiu prywatnym Katie, warto po prostu znać poprzednie wydarzenia.
Powieść jest dość obszerna, przez co zdarzają się nieco nużące momenty, ale koniec końców to przecież Masterton, który jak nikt inny potrafi uśpić czujność czytelnika, by za moment wyrwać go z marazmu jakimś szokującym wydarzeniem lub gwałtownym zwrotem akcji. Brutalne opisy budzą grozę i wywołują ciarki. Wcale nie odstają od makabrycznych wydarzeń opisanych w najmroczniejszych horrorach Brytyjczyka, a kiedy zdajemy sobie sprawę, że tym razem za masakrę nie odpowiada demon, duch czy diabeł, tylko człowiek, który równie dobrze może być naszym sąsiadem, wrażenie zostaje tylko spotęgowane.
W serii o Katie Maguire nigdy nie chodziło o same zagadki kryminalne – te, wbrew pozorom, często są dość oczywiste. Autor nie ukrywa wskazówek przed czytelnikiem, przeciwnie, większość rzeczy wyjaśnia od razu, skupiając się na zupełnie innych aspektach. I to właśnie warstwa obyczajowa, psychologiczna, jest najważniejsza zarówno w „Martwych za życia”, jak i w poprzednich odsłonach cyklu. Cyklu, który przecież nieprzypadkowo osiągnął bardzo duży sukces.
Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 448
Format: 12,5 x 19,5
Ocena recenzenta: 8/10
Pojawiły się już okładki nowych wydań, z których pierwsza stanowi polską wersję zagranicznej edycji Kindle’owej:
Wychowankowie zdecydowali się wykorzystać pieniędzy na wizytę w parku rozrywki we Wrocławiu, gdzie bawili się na trampolinach oraz odwiedzili wystawę klocków Lego. Dzień zakończył się natomiast przekąską w McDonaldzie.
Autor jest niezwykle szczęśliwy, że mógł przyłożyć rękę do oderwania dzieci od codziennych problemów chociaż na kilka godzin. Masterton planuje ponownie odwiedzić Dom Dziecka podczas wizyty we Wrocławiu, gdzie w lipcu wręczy nagrody zwycięzcom kolejnej edycji konkursu "W więzieniu pisane".
Poniżej kilka fotografii:
Już podczas mojej pierwszej wizyty w
Zakładzie Karnym w Wołowie dotarło do mnie, że więźniowie mogą sporo zyskać
zarówno pod względem społecznym, jak i psychologicznym, jeśli otrzymają szansę,
by podzielić się swymi odczuciami ze światem zewnętrznym. Odzew na pierwszą
edycję konkursu przekroczył moje najśmielsze oczekiwania – nie tylko w zakresie
liczby nadesłanych opowiadań, ale i wglądu, jakie dawały one w osobowości ich
autorów. Mam nadzieję, że tegoroczny konkurs zaowocuje jeszcze większą liczbą tekstów
i że pomoże ich twórcom uporać się z czynami, jakie popełnili przeszłości oraz rozpocząć
budowę nowej, jaśniejszej przyszłości.
Zgłoszenia przyjmowane będą do końca marca 2018. Najlepsze opowiadania zostaną przetłumaczone na język angielski i przesłane Grahamowi do wyboru. Tym razem zwycięzców będzie aż dziesięciu. Podobnie jak przed rokiem, wszyscy uczestniczy otrzymają pamiątkowe długopisy oraz spersonalizowane listy z podziękowaniami.
Współorganizatorami konkursu Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Aglomeracji Wrocławskiej, Zakład Karny w Wołowie, Dom Wydawniczy REBIS, Wydawnictwo Albatros oraz Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Wołowie.
Graham Masterton (z prawej) podczas uroczystego ogłoszenia wyników pierwszej edycji konkursu. Obok Katarzyna Janusik, tłumaczka prac na język angielski oraz Robert Kuczera, dyrektor Zakładu Karnego w Wołowie. Fot. Marta Boska.