Felieton o opowiadaniach i krótki tekst PORTRET JENNIE

O ZGROZO
KRÓTKIE OSTRE WSTRZĄSY
GRAHAM MASTERTON

Horrory zacząłem pisać mając 10 lat, pod silnym wpływem Edgara Allana Poe i historii takich jak Beczka Amontillado, w której to nieszczęsny fircyk zwany Fortunato zostaje zamurowany w piwnicy na wino swojego przyjaciela czy Żabi skoczek, w której zły karzeł przebiera ośmiu dworzan w stroje orangutanów, skuwa ich łańcuchem, a następnie wciąga pod sufit sali bankietowej i podpala. Byłem diabolicznym małym chłopcem.
Pomiędzy 10 a 17 rokiem życia napisałem dosłownie dziesiątki historii – chociaż część z nich nie miała więcej niż dwie czy trzy strony – a potem czytałem je na głos kolegom w szkole. W jednej z nich, noszącej tytuł Sophonisba, mściwy mąż dokonuje zemsty na swojej niewiernej żonie, gotując ją żywcem i używając jej kości do udekorowania frontu domu. W innej, mężczyzna budzi się rankiem tylko po to by odkryć, że czas się cofa, a on wciąż młodnieje w zastraszającym tempie, dopóki znów nie staje się dzieckiem, a potem jajeczkiem i spermą.
Pisanie opowiadań jest świetną praktyką, jeśli ma się ambicję zostać pisarzem. W stosunkowo niewielu słowach trzeba wykreować wiarygodnych bohaterów, przekonujące tło i fabułę, która albo ma zaskakujący zwrot fabularny, albo zostawia czytelników z niespodziewanym wnioskiem. Oczywiście w krótki opowiadaniu z gatunku horroru, protagonista musi zmierzyć się z przerażającym i szokującym przeznaczeniem – tak niezwykłym, że na samą myśl o nim czytelnicy będą wzdrygać się do końca życia.
Przez te wszystkie lata wciąż pisałem krótkie opowiadania aby wyrazić pomysły, które nie są tak złożone, by usprawiedliwić napisanie o nich całej książki, ale jednocześnie są intrygujące i potrafią dostarczyć dobrej zabawy. Opublikowałem pięć zbiorów – Dwa tygodnie strachu, Czternaście obliczy strachu, Uciec przed koszmarem, Okruchy strachu i Festiwal strachu.
Ze względu na ich prostotę, opowiadania łatwo przenieść na ekran. Kilka z moich krótkich tekstów zostało przerobionych na potrzeby serialu telewizyjnego produkcji Tony Scott The Hunger. Sekretna księga Shih-Tan, w której chińskiego szefa kuchni poszukującego zakazanej księgi kucharskiej, zawierającej przepisy na dania z ludzkiego mięsa, zagrał Jason Scott Lee. Anais, w której samotny artysta rysuje nimfomankę, która ożywa… podobnie jak jej wściekły i morderczy chłopak. Anty-Mikołaj został kupiony do nowego, amerykańskiego serialu Masters of horror (ostatecznie odcinek nie został zrealizowany). Opowiadanie zawierało historię „prawdziego” Świętego Mikołaja, który w Święta włamuje się przez dach i odcina dzieciom głowy. Kiedy usłyszysz świąteczne dzwoneczki… ratuj się kto może!
Jednym z powodów dla których opowiadania dobrze sprawdzają się w telewizji (a czasem nawet w filmach pełnometrażowych) jest właśnie to, że musza być proste i mieć dobrą, przejrzystą strukturę. W powieści masz mnóstwo czasu i przestrzeni by wykreować bohaterów i przedstawić swoje pomysły, a jeśli pozwolisz sobie trochę na lanie wody, to nic się nie stanie. W mojej powieści Pogromca wampirów mogłem wyjaśnić fascynującą historię wampirów z Rumunii, czego nie miałbym okazji zrobić w opowiadaniu.
Opowiadania wybaczają znacznie mniej niż powieści. Styl musi być dokładny i ostry, każde słowo musi coś znaczyć, a pomysł musi mieć odpowiedni wydźwięk. Dosłownie, to bardziej wymagające niż pisanie powieści. I bardziej pokazuje silne i słabe strony pisarza.
Wiele moich opowiadań przerobiono również na komiksy – te erotyczne przez Verotik, amerykańskiego wydawnictwo Glenna Danziga (muzyka heavymetalowego, założyciela takich zespołów jak Misfits czy Samhain and Danzig.  Piętnaście opowiadań (w tym przepięknie narysowaną Anais) wykorzystano na potrzeby zbioru Piekelne wizje, stworzonego przez różnych, utalentowanych polskich artystów. Zbiór wydała we Wrocławiu Mandragora pod redakcją Przemka Wróbla.
Czasem używam opowiadań by przetestować granicę akceptowalności i dobrego smaku. Jako były redaktor magazynów Penthouse i Forum nadal interesuje mnie wolne wyrażanie tematów związanych z seksem, a krótkie teksty są metodą na wypróbowanie ekstremalnych pomysłów i sprawdzenie, jak daleko może posunąć się pisarz. W końcu nikt nie chce spędzić sześć czy siedem miesięcy nad powieścią, która nie zostanie wydana bo jest zbyt szokująca.
Czasem zdarza mi się przegiąć i posunąć się za daleko. Moje opowiadanie Eric Pasztet zostało opublikowane w pierwszym numerze nowego, brytyjskiego magazynu o horrorach Frighteners, co spowodowało zabronienie jego sprzedaży w jednej z największych księgarni (i upadek magazynu). Młody Eric był okropnym, małym kanibalem, który lubił wieszać dziewczyny na hakach i zjadać ich wnętrzności, kiedy jeszcze żyły.
Posocznica to kolejny tekst, który zbliża się do granicy akceptowalności. Młoda para kocha się tak bardzo, że jest gotowa na wszystko by pokazać sobie jak bardzo się uwielbia… i mam na myśli naprawdę wszystko. Posocznica została wydana w Ameryce przez Cemetery Dance Publishers, w specjalnym tomiku z czarną, złowieszczą okładką. Nie zdradzę zakończenia, możecie przeczytać je sami w antologii Festiwal strachu.
Jeśli widzisz siebie jako autora horrorów, staraj się pisać tak wiele opowiadań jak tylko się da. To nie tylko nieoceniona pomoc w wygładzeniu pisarskich umiejętności, ale też szybki sposób na poznanie reakcji przyjaciół i rodziny. Jeśli to zajmie pięć czy dziesięć minut, ludzie zgodzą się przeczytać wasze opowiadanie i podzielić swoją opinią na jego temat. Ale nie załamujcie się, jeśli czytelnicy będą krytyczni. Moi redaktorzy cały czas proszą mnie o zmiany, a ja chętnie je wprowadzam. Takie życie profesjonalnego pisarza.
Kiedy starasz się wymyślić pomysł na opowiadania, wybierz tło, które jest wiarygodne i niespecjalnie się wyróżniające – może twoją ulicę albo miasto w którym mieszkasz. Pisz o zwykłych ludziach, z którymi czytelnicy będą mogli się utożsamić. Ale niech ich przeznaczenie będzie tak oryginalne i zaskakujące, jak tylko się da.
Typowym przykładem tej techniki jest moje opowiadanie Burgery z Calais, w którym samochód naszego bohatera psuje się w małym, nudnym miasteczku w Ameryce. Aby zapłacić za jego naprawę znajduje pracę – smaży hamburgery w restauracji typu fast-food. Odkrywa jednak, że hamburgery mają pewne niepokojące składniki…
Na zakończenie przedstawiam najkrótsze opowiadanie, jakie kiedykolwiek napisałem. Pojawiło się w kalendarzu na 2006 roku, wydanym przez British Fantasy Society. Poproszono mnie, by napisać horror maksymalnie na 100 słów! Sprawdźcie, czy sami dacie radę stworzyć coś o podobnej długości.

PORTRET JENNIE

Ściągnął płachtę ze sztalugi.
– Mój Boże – wydyszała.
To była ona, naga, z motylami tańczącymi wokół jej sutków.
– Wyjdź za mnie, Jennie, albo już nigdy więcej nie namaluje żadnego obrazu.
– Jesteś chory, John. Przecież wiesz, że wychodzę za Matta.
– Jennie…
Ale już jej nie było.
Przynajmniej nadal miał jej podobiznę. Ale zamierzał dotrzymać obietnicy. Obwiązał prawą dłoń nasączonymi terpentyną szmatami i zapalił zapałkę.
Krzycząc, wpadł na obraz, który również zajął się ogniem. Z płonącymi skrzydełkami motyle odleciały, ale gwałtownie spadły na ziemię, podobnie jak wszystkie marzenia.

Copyright © 2006 by Graham Masterton
Tłumaczenie: Piotr Pocztarek

Dodaj komentarz