Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 400
Format: 12,5 x 19,5
Ocena recenzenta: 7/10

Oficjalna strona internetowa
Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 400
Format: 12,5 x 19,5
Ocena recenzenta: 7/10
czas na rozwiązanie SZKARŁATNEGO KONKURSU. Znów wylosowaliśmy pięć nazwisk
szczęśliwców, którzy
otrzymają
od nas egzemplarz powieści SZKARŁATNA WDOWA, ufundowany przez Wydawnictwo Albatros.
Poniżej prezentujemy rozwiązanie:
1. Akcja powieści osadzona jest w XVIII wieku.
A oto lista osób, do których powędrują książki:
1) Jolanta Dzierżawin, Żurawica
2) Małgorzata Dolny, Koszalin
3) Roman Tarkowski, Nałęczów
4) Daniel Klasiński, Lubrza
5) Elżbieta Świtulska, Węgorzewo
Do wszystkich
zwycięzców książki zostaną wysłane pocztą w pod koniec tygodnia.
gratulujemy i zapraszamy do śledzenia naszej strony,
polubienia najnowszych wiadomości na Facebooku, komentowania, a także
brania udziału w kolejnych konkursach!


3.Jaki tytuł nosić będzie szósta część serii o Katie Maguire?
Życzymy powodzenia!
PAMIĘTAJCIE BY PODAWAĆ W MAILU IMIĘ,NAZWISKO I ADRES. ODPOWIEDZI BEZ TYCH DANYCH NIE BĘDĄ UWZGLĘDNIANE.
Graham zapowiedział, że nowe przygody Beatrice Scarlet będą miały premierę we wrześniu 2017 roku. Zobaczymy, czy polskiemu wydawcy znów uda się doprowadzić do tego, aby to właśnie Polacy mogli przeczytać książkę jako pierwsi!

Co więcej, w Polsce odbędzie się prapremiera powieści i to właśnie my będziemy mogli przeczytać ją jako pierwsi na świecie!
Poniżej przypominamy okładkę i opis, a tym, którzy już nie mogą się doczekać, proponujemy przeczytanie prologu i pierwszych trzech rozdziałów pod poniższym linkiem:
http://www.wydawnictwoalbatros.com/pliki/fragmenty%20promocyjne/masterton-szkarlatna-wdowa-fragm.pdf
tytuł oryginału: SCARLET WIDOW
tłumaczenie: Wiesław Marcysiak
liczba stron: 400
oprawa: miękka ze skrzydełkami
W odmalowanym przez Mastertona w iście dickensowskim stylu Londynie,
dorasta Beatrice Bannister, córka Clementa – aptekarza, eksperymentatora
i alchemika, który swą ogromną wiedzę stara się przekazać swojemu
jedynemu dziecku. Osierocona przez matkę dziewczyna już jako nastolatka
dźwiga ciężar prowadzenia apteki i wytwarzania leków, jednocześnie
zgłębiając tajniki alchemii i wspierając ze wszystkich sił popadającego
po śmierci żony w alkoholizm ojca. Wkrótce jednak zostaje sama.
Szczęście uśmiecha się do niej, gdy poznaje Francisa – młodego
protestanckiego duchownego w którym zakochuje się z wzajemnością.
Pastor zostaje jednak skierowany do pełnienia posługi kapłańskiej w
Stanach Zjednoczonych. Młodzi małżonkowie opuszczają więc stary
kontynent i wyjeżdżają do Ameryki. Ich spokój zostaje zmącony, gdy
okazuje się, że w osadzie Suttoon w New Hampshire, gdzie zamieszkali,
zostaje popełniona seria przestępstw. Członkowie lokalnej społeczności
uważają to za dzieło szatana, który nie chce, by chrześcijaństwo
rozprzestrzeniło się w jego królestwie. W Nowym Świecie pielgrzymi
tłumaczą wszelkie zdarzenia, w tym choroby, wypadki i nieszczęścia, wolą
Bożą lub działaniem Szatana. Są jednak tacy, którzy dopatrują się w tym
ludzkiej ręki, a właściwie czarnej magii. Wizja palonych na stosie
czarownic staje się realna. Beatrice podejrzewa jednak, że ktoś celowo
sieje strach wśród mieszkańców. By odkryć, jak to się dzieje, że kolejni
ludzie są zatruwani, porażani prądem i uśmiercani na przeróżne,
wyszukane sposoby, które uważane są za robotę diabla – musi wykorzystać
wiedzę, którą przekazał jej ojciec.
Wśród gości znalazło się wielu Polaków z Katowic, Gdyni czy Wrocławia. Wszystkie datki zebrane w ramach akcji przekazane zostały Centrum Walki z Nowotworami w Wielkiej Brytanii.
Poniżej jedno ze zdjęć z soboty:

http://okiem-na-horror.blogspot.com/2015/10/graham-masterton-jestem-pisarzem-tego.html

Co ciekawe, polskie wydanie będzie prapremierą powieści i to właśnie my będziemy mogli przeczytać ją jako pierwsi!

Graham otrzymał w prezencie motylka, którego możecie zobaczyć poniżej. Na szyi nosi go Dawn Harris, przyjaciółka Mastertona, bo podobno na Grahamie nie wyglądał aż tak dobrze.