Najnowszy horror Grahama Mastertona „Otchłań” jest z kilku powodów powieścią wyjątkową, szczególnie dla mnie. Po pierwsze, jest to kolejna po „Dziecku ciemności” czy „Panice” powieść osadzona praktycznie w całości w Polsce, a konkretnie w Gdyni i Gdańsku. Po drugie, jest to pierwsza premierowa książka Brytyjczyka opublikowana przez wydawnictwo Replika, na dodatek od razu w twardej oprawie i z barwionymi brzegami – to precedens, który wcześniej się na naszym rynku nie przydarzył. Wreszcie jest to druga powieść, w której pojawia się poboczna postać o personaliach Piotr Pocztarek. Wybaczcie więc, jeśli miejscami zatracę obiektywizm.
Nurkujący u wybrzeży Gdyni nurkowie odnajdują wrak polskiego okrętu podwodnego Tygrys, który na początku II wojny światowej został zatopiony przez torpedę. Zapada decyzja o poniesieniu go i przerobieniu na element ekspozycji muzeum. Istnieje jednak ryzyko, że we wraku znajdują się ciała załogi. Nikt jednak nie przypuszcza, że może tam też czaić się coś o wiele bardziej złowieszczego.
Nurek (nurkini?) Wanda Kowalska oraz brytyjski ekspert od podnoszenia zatopionych wraków Michael Flight odkrywają, że w zatopionym statku żyje coś, co przeczy wszelkim prawom logiki i zdrowego rozsądku. Rozpoczyna się horror, który wrzuci na plecy ciarki każdemu czytelnikowi, szczególnie tym z talasofobią i arachnofobią. Nie spodziewajcie się jednak klasycznego horroru spod znaku animal attack.
U Mastertona zazwyczaj makabra oraz seks pojawiają się dość szybko. Z radością przyjąłem więc fakt, że „Otchłań” to powieść, gdzie napięcie budowane jest powoli i konsekwentnie. Owszem, dziwne rzeczy dzieją się już w pierwszym rozdziale, ale na eksplozję horroru musimy poczekać mniej więcej do połowy książki. I działa to zaskakująco dobrze i odświeżająco. Erotyki nie jest dużo i również dawkowana jest umiejętnie, jest też nieźle umotywowana.
Konstrukcja „Otchłani” jest więc nieco inna niż typowych horrorów Mastertona, przez co możemy zżyć się z postaciami, polubić je, a oczekiwanie na grozę sprawia, że nawet nie orientujemy się, kiedy pochłaniamy kolejne rozdziały. A kiedy już nastąpi, żaden fan makabry nie pozostanie niezaspokojony. Im bliżej końca tym więcej typowych motywów i rozwiązań spod znaku deus ex machina, ale wszystkie te elementy bronią się jako całość. Chociaż zakończenie pozostawia pewien niedosyt – nie tyle otwartą furtkę na ewentualny sequel, co raczej pewne niedopowiedzenie.
Nie ukrywam, że spodobała mi się nowa powieść Mastertona, która udowodniła, że mimo 80 lat na karku autor wciąż potrafi pisać sprawnie, ciekawie, wciągająco i niepokojąco. Brak młodzieńczej horrorowej brawury działa tu zdecydowanie na plus, a polscy czytelnicy z pewnością mogą przyznać powieści dodatkowe punkty za setting i światową premierę właśnie u nas. Polecam, bynajmniej nie dlatego, że kazał mi to zrobić starszy marynarz Piotr Pocztarek.

Autor recenzji: Piotr Pocztarek
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 400
Ocena recenzenta: 8/10
